Eger i Miszkolc – przez Węgry samochodem – poradnik podróżnika

DSCN3542Eger i Miszkolc to dwa miasta znajdujące się na Węgrzech, bardzo popularne wśród turystów z Polski. Niby informacji jest w internecie mnóstwo, bo nie jeden tam był, ale trzeba się nieźle naszukać, a często nie do końca są prawdziwe. Zebrałam informacje w jednym miejscu. I tak rzeczywistość zweryfikuje swoje.

Nasz wyjazd sierpniowy zaplanowaliśmy w czerwcu. Postanowiliśmy spędzic 3 noclegi w Egerze i jeden w Miszkolcu. Przez booking.com zabookowałam noclegi i opracowałam wyjazd co, jak, gdzie, kiedy.

W niedzielę koło 8 rano wyruszyliśmy do miejscowości Aggtelek, naszego pierwszego celu podróży. GPS pokazał o 100 km więcej niż google. Okazało się że wybraliśmy w GPSie transę najszybszą niby, a nie najkrótszą, temu wyszło 100km więcej.

Polska pożegnała nas chłodną i mokrą aurą. Na granicy (na szczęście) kupiliśmy winietkę na autostrady słowackie, choc, miała się dopiero w drodze powrotnej przydac. Na szczęście dlatego, iż GPS poprowadził nas inną drogą niż zaplanowałam – jak się okazało o 100km dłuższą i przez autostradę. Pierwszy cel podróży to jaskinie Aggtelek. Dojazd z Polski zajął około 5h . Wybraliśmy do zwiedzania trasę godzinną. Udało nam się zdążyc na 14.00. Wejścia są co godzinę w sezonie letnim – przykładowo 12, 13,14 – więcej infomacji o godzinach i trasach – http://www.anp.hu/en/belepojegy-arak. Koszt to 2200 forintów za osobę dorosłą. Polecam ubrac się ciepło bo w jaskini jest naprawdę zimno – 10 stopni. Na początku tego nie czuc, ale po pewnym czasie zrobi się bardzo zimno, mimo iż na zewnątrz temperatura oscylowała w okolicach 35 stopni. Dobra klima, ale nie na dłuższą metę. Pod koniec to już chciałam tylko wyjśc jak najszybciej. Oczywiście całośc trasy można zrobic w mniej niz pół godziny, ale z grupą trzeba iśc godzinę. Po wyjściu – szok termiczny – 25 stopni więcej.

Ruszyliśmy w dalszą trasę do miejscowści Egerszolat, bo tam mieliśmy zabookowany nocleg. Trasa zajęła nam 96 km – około 1h 45min. Drogi kręte – dużo zakrętów i pagórków. W Egerszolat (około 10km od Egeru) czekał na nas apartament z 2 sypialniami, łazienką i kuchnią. Mieścił się w prywatnym domu. Właściciele bardzo mili, choc niestety nie mówili w żadnym innym języku niż węgierski :-(. Ciężko było się dogadac, nawet przy pomocy technologii translatorów ze smartphonów – z obu stron, no ale jakoś dalismy radę. Poczęstowano nas ponoc bardzo dobrym winem (nie wiem bo nie piłam), panowie stwierdzili, że dobre. Obiekt nazywa się Mate Vendeghaz i można go znaleźc na booking.com. Polecamy, choc dom wymaga remontu i wielu napraw, dużo rzeczy się rozwalało – szafki w kuchni, czy żaluzja, więc trzeba było uważac. No ale cały dom dla nas, plus ogródek i balkon. W nocy przeszła burza i zrobiło się bardzo chłodno. Od rana padało, więc czekaliśmy, aż trochę przejdzie, bo opad był spory. Temperatura dla odmiany w porównaniu z dniem poprzednim to tylko 19 stopni, mało zachęcająca aura. Około 10 rano przestało padac i udaliśmy się na baseny do Egeru – ciepłe źródła – więc aura nie miała większego znaczenia. Baseny mieszczą się przy ulicy Furdo utca. Jest parking koło basenów – ale płatny – to największa zmora dla turystów i osób, które są tam pierwszy raz. Koszt godzinnego postoju to 280 forintów (06.08.2017). Parkomaty przy basenie samym przyjmują tylko bilony. Po drugiej stronie ulicy – przy większym parkingu – jest parkomat na bilony i papierowe – uwaga nie wydaje reszty!!! Zamiast tego dodaje minuty. Nikt w pobliżu też nie rozmieni kasy ani nie wyda! Także trzeba się zaopatrzyc w gotówkę wyliczoną najlepiej. Baseny są czynne w lecie od 8 do 20.00. Polecam przyjśc jak najwczesniej – najlepiej koło 9 żeby miec fajne miejsca na trawie lub zając ławkę z kawałkiem trawnika. Bardzo wygodne. Bilet za osobę dorosłą to koszt na cały dzień 2100 forintów – bardzo się opłaca! Polecam spędzic minimum 4 h na basenie, naprawdę jest tam co robic tyle czasu. Aczkolwiek zawsze też można wyjśc i wrócic później jak dla kogoś to zbyt długo. Ta sama bransoletka na rękę działa cały dzień. Warto jej nie zgubic w razie czego. Oprócz tego jak ktoś potrzebuje szafki na rzeczy to jest to koszt 1000 forintów kaucji zwrotnej, płatne w środku, nie przy kasie głownej (oczywiście w zależności które to wejście się wybierze bo jest ich tam z 3 co najmniej z różnych stron). Szafki są w budynku, przy wejściu tym środkowym koło parku więc trochę trzeba przejśc żeby tam dotrzec ( w budynku z basenami wewnętrzymi). Jak ktoś nie ma dużo rzeczy to wystarczy jedna szafka na przykład damska. Przebieralnie są tam gdzie szafki, wiec śmiało można się przebrac, a potem przekazac rzeczy komuś z nas kto bedzie miał szafkę. Pierwszy raz to oczywiście nic nie wiedzieliśmy co jak, gdzie, więc wykupiliśmy parkomat tylko na 2.5 h – mało – bo szybko zleciało, a większośc czasu zmarnowaliśmy na szukanie szafek i poznawanie gdzie co jest. Nie wiedzieliśmy wtedy jeszcze że można wyjśc i wejśc na tę samą bransoletkę. Po 2 godzinach na basenie udaliśmy się zwiedzac zamek. Pogoda zrobiła się fajna, ani nie za gorąco, ani nie za zimno. W sam raz do zwiedzania. Zamek znajduje się niedaleko basenów. Także spokojnie można zostawic tam samochód. Myślę, że raczej w pobliżu centrum wszędzie jest strefa płatnego parkowania. Ewentualnie jakiś market, ale w pobliżu nie było, więc trochę za długa wycieczka by wyszła.

DSCN3536Zamek (VAR). Jak wyczytaliśmy w necie, w poniedziałki wystawy są nieczynne i można zwiedzac tylko mury i dziedziniec. Koszt takiego zwiedzania to 800 forintów. Jak się okazało na miejscu – w praktyce jest zupełnie inaczej. Wystawy czynne i nie można wykupic biletu na same mury, więc jak się chce zwiedzic zamek to trzeba wykupic bilet na wszystko – koszt 1600 forintów. Z ciężkim sercem kupiliśmy bilety. Zwiedzanie całości zajęło nam około 2.5 h. Ładne widoki i tyle. Po zejściu z zamku udaliśmy się na poszukiwanie restauracji, jakoże zaplanowaliśmy cały dzień zwiedzania. Wydawało się, że trafiliśmy dobrze. Niestety rzeczywistośc znowu zweryfikowała swoje. Cenniki są dośc zagmatwane i oczywiscie nikt nie mówi po angielsku, tylko węgierski. Masakra. Na obiad czekaliśmy około godziny!!!! A na końcu okazało się że zjadłam najdroższego pstrąga świata!!! Przestrzegam turystów przed restauracjami w ścisłym centrum. Nastawieni są wyłącznie na maksymalne oskubanie klienta!!! Nie pamiętam nazwy restauracji bo śpieszyliśmy się do samochodu, ale jest ona około 60 m od placu centralnego z fontannami, i gdzie pisze na drzwiach toalety damskiej po polsku ‚Nie kupuj mnie tu’, co w wolnym tego słowa znaczeniu mieli na myśli  – nie robimy tu kupy! Masakra. Chyba ostrzeżenie dla turystów żeby uciekac z tego miejsca jak najszybciej.

DSCN3538

Wieczorem wróciliśmy do domu odpoczywac. Następnego dnia w planach mieliśmy inne baseny Saliris Resort Spa w Egerszalok. Ze względu na cenę 3400 HUF za 3 godziny oraz to iż spodobało się nam w Egerze, postanowiliśmy ponownie wypocząc na basenach w Egerze. Tym razem pogoda była znakomita, pełne słońce i około 30 stopni. Posiedzieliśmy z 4 godziny na basenach, a potem poszliśmy skończyc zwiedzanie, jako że nie udało nam się w jeden dzień wszystkiego obejśc. Zostały bazyliki, rynek, minaret (nieczynny bo remont). Później do domu na obiad (tym razem przygotowany samemu – oszczędnośc niesamowita), a wieczorem wybraliśmy się nad pobliskie jezioro. Pływac nie można ale można pobiegac i pochodzic. Jezioro znajduje się około 4 km od miejscowosci Egerszolat. Do doliny pięknej Pani już nie zdążyliśmy, choć pare razy przejeżdzaliśmy w drodze do Egeru. Podjechaliśmy jeszcze na termy w Egerszalok, ale tylko zwiedzić i porobić zdjęcia. Okazało się, że podjęliśmy dobrą decyzję nie przychodząc tutaj.

DSCN3552

DSCN3557

DSCN3563

Z Egerszolat wyruszyliśmy około 9 rano. Do Miszkolca jest około 75 km (1 h 19 min). Polecam duży parking po lewej stronie około 1 km od term. Jest duży i darmowy. Przy samych termach ciężko coś znaleźć i jest płatne- na monety i drogo. Z darmowego parkingu można spokojnie dojść prosto do term. Przyjechaliśmy rano bo wtedy miało byc mało ludzi. Niestety staliśmy w kolece około 20 min, mimo iż wszystkie kasy były otwarte. Po wejściu z trudem znaleźliśmy kawałek trawnika żeby się rozłożyć. W zasadzie, po nas to już ludzie rozkładali się jak to się mówi człowiek na człowieku. Mało komfortowo.

DSCN3568

DSCN3574

DSCN3578

DSCN3597

Jaskienie ciekawe, ale na jeden raz. Koszt 4 h biletu (sierpień 2017) to 2500 HUF od osoby. Słońce paliło mocno – około 35 stopni było na Węgrzech tego dnia. Po basenach pojechaliśmy do hotelu. Oczywiście nikgo tam nie było. Trzeba było dzwonić. Mieliśmy dostac dwa apartamenty z kuchnia i łazienką. Przyjechały dwie panie – matka z córką i zgadnijcie – ani me ani be w innym języku niż węgierski – załamka. Panie chciały nas umieścic w jednym pokoju bo im tak odpowiadało. Niestety dla Pań nie wyraziliśmy zgody bo płatność miała być taka sama tak czy tak. Okazało się również że kuchnię i prysznic dzielimy z innymi ludźmi a toaleta, która była na zewnątrz nie miała klucza i była tak ciasna że ledwo się człowiek mieścił. Na szczęście można było korzystać z pozostałych toalet z górnych pomieszczeń. Ale w takiej cenie to oszustwo. Wspólne pomieszczenia kosztują dużo mniej w ofertach na booking com i w związku z tym ten apartamentowiec wprowadza ludzi w błąd. Oczywiście dostali negatywa za to. Po południu poszliśmy zwiedzac zamek. Nie opłaca się płacic za wstęp. Lepiej obejrzec z zewnatrz tylko. Koszt biletu to aż 1500 HUF a w porównaniu z Egerem to był pryszcz. Zdecydowanie nie polecam wnętrz. Zamek mieliśmy blisko bo w granicy 1km od hotelu. Wieczorem trening w parku za hotelem.

DSCN3639

Dzień 5 i ostatni. Około 9 rano wyjazd z hotelu – kierunek Spisz na Słowacji – zamek. Dojazd 170 km – 2h 40 min autostradą. Winietka 10 Euro. Spis Castle – Zehra. Wstęp 6 Euro od osoby. Temperatura super do zwiedzania 38 stopni!!!!! Piekło. Zamek fajny, widoki super, komfortu ze względu na upał brak. Pod samym zamkiem jest darmowy parking – oczywiście mało miejsc, więc cięzko zaparkowac. Pan kieruje na miejsca i mówi czy są jeszcze miejsca, jak nie ma to wzdłuż drogi dojazdowej parkują.

DSCN3653

Obiad w Spiszu – tanio, dobrze, restauracja pod zamkiem 5 km od zamku. Potem powrót do domu. 203 km – około 3h. Zakorkowana Białka Tatrzańska i Bukowina. Przez całą drogę zero korków – pierwsze dopiero w Polsce!!!

DSCN3662

DSCN3672

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s